czwartki o 22:00
Więcej
< Artykuły

Narzędzia do produkcji broni i nie tylko

Przyjemnie pomachać sobie mieczem i postraszyć przeciwników, ale najpierw trzeba go wykonać, a to wymaga posłużenia się kilkoma nie byle jakimi narzędziami. Jeśli ktoś uważa, że gotowy produkt jest niebezpieczny, powinien się dobrze przyjrzeć temu wszystkiemu, czego używa w swej pracy kowal – naprawdę można się przerazić. Rzymski bóg ognia i kowali Wulkan nie bez przyczyny na tle swoich urodziwych klientów z Olimpu sprawiał wrażenie dzikusa. Podobnie jak jego współcześni koledzy (i koleżanki, bo kobiety w tym zawodzie też się zdarzają) po fachu, musiał się borykać z rozmaitymi problemami zdrowotnymi. Nic w tym dziwnego, zważywszy że mówimy o pracy z ogniem i metalem, obróbce bardzo gorących przedmiotów wymagającej naprawdę silnych uderzeń. Bezustanny brzęk i klekot w połączeniu z hukiem ognia w palenisku sprawia, że kowale często mają problemy ze słuchem. Do tego dochodzą wszelkiego rodzaju dotkliwe urazy układu mięśniowo-szkieletowego – szczególnie pleców. A to dopiero połowa listy.

Kowal

W połowie epoki żelaza na Wyspach Brytyjskich, czyli około 450 roku p.n.e., człowiek, który potrafił przeobrazić kawał metalu w dwuręczny miecz albo piękny filigranowy uchwyt do komody, to był ktoś. Tyle że w tym zawodzie trudno było mówić o jakimkolwiek komforcie pracy. Podłoga, na której pracowali kowale, musiała wytrzymywać bardzo wysokie temperatury, ogromne ciężary, a od czasu do czasu również ścieranie przez końskie kopyta – co oznaczało w tamtych czasach kamienie lub gliniane klepisko. Z oczywistych przyczyn w środku było gorąco. Na domiar złego kowal musiał być w stanie dostrzec względną jasność i kolor rozpalonego metalu, po których oceniał jego temperaturę, w związku z czym kuźnia była z reguly pogrążona w mroku. Nie są to zaś optymalne warunki w miejscu, gdzie znajduje się mnóstwo wielkich metalowych przedmiotów, często o ostrych krawędziach, czy sterczące z podłogi stożkowate trzpienie używane do wykuwania dzwonków i obręczy.

Kuźnia

Kuźnie narodziły się ponad 5000 lat temu, kiedy ktoś przedsiębiorczy odkrył, że z niektórych skał po ich rozgrzaniu do bardzo wysokich temperatur można uzyskać oczyszczony materiał, który nadaje się do obróbki i wyrobu narzędzi, broni albo pojemników na jajka. W początkach epoki żelaza, około 1200 lat p.n.e., zwykłe ognisko przekształciło się w prosty piec, drewno zastąpiono węglem drzewnym – bardziej wydajnym, bo spalającym się w wyższej temperaturze – a miejsce dmuchającego pomocnika zastąpiły mechaniczne miechy. Zasady działania kuźni nie zmieniły się do dziś.

Kowadło

Kowadła, na których wykuwa się przedmioty z gorącego metalu, występują w trzech podstawowych odmianach różniących się pewnymi detalami: jednorożne (angielskie), dwurożne (niemieckie) oraz kowadła do podkuwania koni, ze specjalnym otworem w podstawie.

Młoty

Istnieje siedem rodzajów młotów kowalskich, do których można jeszcze doliczyć zestawy dłut i gładzików do wykonywania płaskich przedmiotów. Każde narzędzie pozwala nieco inaczej kształtować bryłę rozpalonego metalu. Jak łatwo zgadnąć, w tym zawodzie niczym niezwykłym nie są urwane paznokcie czy połamane paliczki palców (i zęby) – wystarczy upuścić ciężki młot na stopę, by zmiażdżyć w niej większość palców. Zanim wymyślono odpowiednie ochraniacze na oczy, latające na wszystkie strony metalowe okruchy groziły też kowalom utratą wzroku. Niebezpieczeństwo to zresztą i dziś jest bardzo realne; ponieważ wióry i skrawki obrabianego materiału (zwłaszcza gorące) odskakują z taką prędkością, że są w stanie przebić niemal wszystko.

Kleszcze, dłuta, stemple, wybijaki itp.

Do tej listy można jeszcze dodać kształtowniki, wydłużaki, płyty matrycowe... Pomocniczych narzędzi i urządzeń jest bez liku, a każde z nich zostało specjalnie zaprojektowane do bardzo konkretnego rodzaju prac kowalskich. Wszystkie są ciężkie, o ostrych krawędziach, spiczaste, z reguły też rozgrzane do czerwoności, co rzecz jasna sprzyja uszkodzeniom ciała. Właściwie to trudno się domyślić, dlaczego ktokolwiek chce być kowalem. Ale bez nich świat byłby nijaki i nudny, a Judas Priest nie mieliby o czym pisać piosenek.