< Artykuły

Oryginalne i najlepsze Wojny magazynowe

W Stanach Zjednoczonych istnieją tysiące kilometrów kwadratowych powierzchni magazynowej – dość, by siedem razy pomieścić każdego mężczyznę, kobietę i dziecko w tym kraju. Kiedy najemca przestaje płacić czynsz, firma, do której należy dany magazyn, organizuje licytację i sprzedaje jego zawartość temu, kto zaoferuje najwyższą cenę.

W „Wojnach magazynowych” oglądamy grupę współczesnych wielkomiejskich poszukiwaczy skarbów polujących na tego rodzaju okazje.Jest to oczywiście zajęcie bardzo ryzykowne, ale i bardzo zyskowne. Pięciu kupujących z programu – dwie drużyny i jeden indywidualista – to ludzie, którzy nie boją się hazardu.

Jedną z drużyn stanowią Darrell i Brandon Sheet, ojciec i syn, którzy zazwyczaj działają razem, ale od czasu do czasu chadzają własnymi drogami. Słyną z tego, że potrafią długo czekać na odpowiednią okazję, ponieważ nie znoszą nieudanych interesów. Darrell zaliczył sporo bardzo udanych zakupów, m.in. czterech dzieł Picassa oraz najcenniejszej kolekcji komiksów na świecie. Jako samozwańczy „wielki gracz” naprawdę ma się czym pochwalić.W odróżnieniu od ostrożnego Darrella Jarrod Schulz aż nazbyt lubi hazard – czym doprowadza do szału swą trzeźwo myślącą i złośliwą żonę Brandi. Oboje nie mają może dużych funduszy, ale są zdeterminowani i kombinują, jak zarobić nawet na mało udanych zakupach. Rozpaczliwie próbują się utrzymać z handlu rzeczami używanymi, a to bardzo trudna branża.

Aukcje prowadzą Dan i Laura Dotsonowie. Dan zajmuje się tym od jedenastego roku życia i do perfekcji opanował umiejętność wyrzucania z siebie potoku słów z szybkością karabinu maszynowego. Pod okiem Dotsonów kupujący mogą się czuć bezpiecznie.

Trudno też nie zastanawiać się, kto właściwie porzucił te wszystkie rzeczy i pozwolił, by zostały zlicytowane. W niektórych przypadkach, takich jak magazyn pełen rupieci po barze szybkiej obsługi, jest oczywiste, że komuś nie wypalił interes i się zniechęcił. Czasem jednak wygląda to tak, jakby ktoś zrezygnował z marzeń albo chciał się pozbyć czegoś, na co w jego życiu zabrakło już miejsca – jak choćby olbrzymia kolekcja kart bejsbolowych czy torba pełna zegarków.