< Artykuły

Pochodzenie czołgu

Dla nikogo nie jest zaskoczeniem, że to Leonardo Da Vinci jeszcze w XV wieku naszkicował pierwszy prymitywny projekt opancerzonego pojazdu wojskowego, ale czołg w swej obecnej postaci to w istocie koncepcja XX-wieczna. Początkowo miały one służyć przede wszystkim do transportu ciężkiej artylerii w trudnym terenie i na duże odległości. Kiedy jednak uświadomiono sobie ich potencjał operacyjny, zaczęto ich używać do forsowania linii okopów, poprawiając tym samym mobilność armii, w których nadal pokutowało przekonanie, że najważniejsze na wojnie jest zajmowanie terenów nieprzyjaciela.

Podczas I wojny światowej jako pierwsi zaczęli produkować opancerzone pojazdy bojowe alianci, zwłaszcza Francuzi i Brytyjczycy. Niektóre z tych projektów wyglądają dziś wręcz komicznie. Francuzom chodziło o forsowanie w ten sposób niekończących się zasieków z drutu kolczastego, które od samego początku konfliktu stały się nieodłącznym elementem bitewnych pól. Podobnie jak drut kolczasty, stosowany wcześniej do ogradzania pastwisk, również pierwsze prototypy czołgów miały związek z rolnictwem, wykorzystywano w nich bowiem podwozia traktorów. Szybko jednak koła zastąpiono nowoczesnymi gąsienicami, używanymi  już wówczas przez amerykańskich farmerów, ponieważ zapewniały one lepszą przyczepność w nierównym terenie występującym na polach bitew we Francji i Belgii.

Francuzi osiągnęli pewne sukcesy w konstruowaniu ruchomych niszczycieli zasieków, ale opancerzone i uzbrojone pojazdy terenowe okazały się mieć znacznie większe zastosowanie na polu bitwy. W 1915 r. Pierwszy Lord Admiralicji w brytyjskiej marynarce wojennej – Winston Churchill, który miał też później odegrać skromną rolę w II wojnie światowej – zainteresował się kilkoma zarzuconymi brytyjskimi eksperymentami z maszynami do „pokonywania okopów” i „niszczenia karabinów maszynowych”. Spodobał mu się pomysł pojazdów lądowych, które mogłyby sunąć ponad terenem niczym statek po wodzie, strzelając z armat, także na podobieństwo okrętu wojennego. Powołał więc do życia komisję, która miała dalej prowadzić prace w tym zakresie. Pierwsze projekty okazały się zupełnie nieudane, gdyż inżynierowie nie umieli rozwiązać problemu odpowiednich kół.

W 1915 r. było to nie lada wyzwanie techniczne. „Naziemne okręty” musiały być w stanie pokonywać leje po bombach oraz okopy szerokości ponad metra i głębokości dwóch metrów (często z dodatkowymi metrowymi nasypami), a najlepiej również głębokie błota i tereny podmokłe. Po niemal roku nieudanych prób na początku 1916 r. Brytyjczycy w końcu skonstruowali „Małego Williego”, poruszającego się na charakterystycznych równoległobocznych gąsienicach spotykanych po dziś dzień. Nazwa była oczywiście szyderstwem z niemieckiego księcia Wilhelma i nie miała nic wspólnego z kształtem czy przeznaczeniem pojazdu.

Od końca 1915 r. machiny te nazywano powszechnie „tankami” – zarówno z uwagi na ich podobieństwo do cystern na wodę („tanks”), jak i w celu zdezorientowania przeciwnika. Następca Małego Williego, brytyjski Mark I, po raz pierwszy wziął udział w walce podczas bitwy nad Sommą we wrześniu 1916 r. Choć to Brytyjczycy pierwsi dotarli na metę, Francuzi caly czas projektowali i udoskonalali własne konstrukcje. To do nich też należało ostatnie słowo, gdy wyposażony w wieżyczkę lekki Renault FT z 1918 r. zdeklasował Marka I pod względem uniwersalności i wyznaczył dalszy kierunek rozwoju tego rodzaju broni.