< Artykuły

Czołg w wojnach światowych

Czołgi – zaliczane wraz z karabinami maszynowymi i samolotami bojowymi do trzech największych wynalazków usprawniających masowe zabijanie podczas I wojny światowej –odegrały znaczącą rolę i w tamtym, i w następnym wielkim konflikcie zbrojnym. Bo kiedy ktoś konstruuje ruchomą opancerzoną maszynę śmierci, to nie odkłada jej później na półkę dla potomności. Czołg wciąż ma duże znaczenie w operacjach lądowych prowadzonych w XXI wieku, ale narodził się i rozwijał w czasie dwóch wojen światowych, przechodząc prawdziwy chrzest bojowy.

Brytyjskie czołgi Mark I zadebiutowały w walce 15 września 1916 r. podczas bitwy nad Sommą. Choć budziły przerażenie w Niemcach i poczucie triumfu wśród żołnierzy ententy, okazały się nader zawodne. Rzecz jasna zaprojektowano je w pośpiechu i natychmiast skierowano na front, ale z 49, które uznano za gotowe do walki, tylko 32 działały na tyle dobrze, by można ich było użyć w czasie natarcia. Wiele z nich utknęło w nierównym terenie lub zepsuło się pośrodku ziemi niczyjej. Pierwsze czołgi stanowiły również duże zagrożenie dla własnej załogi. W środku było potwornie gorąco i unosiły się opary paliwa, dlatego bezpośrednie trafienie czy choćby przypadkowa iskra mogły wywołać pożar, a ewakuacja nastręczała ogromnych trudności. Po całej kabinie latały łuski, amunicja, a nawet poluzowane od ostrzału nity, odbijając się od ścian i zmuszając członków załogi do wykonywania gwałtownych uników. Z niedopracowanymi rozwiązaniami technicznymi szła często w parze niepewność dowódców co do przydatności nowej broni – w początkowym okresie zdarzało się niejednokrotnie, że to, co udało się łatwo zdobyć dzięki czołgom (które przede wszystkim wywoływały panikę w szeregach przeciwnika), szybko tracono, ponieważ nie posuwała się za nimi piechota. Z czasem konstrukcję usprawniono – choć dopiero pod sam koniec wojny pojawiły się gąsienice zdolne poradzić sobie z belgijskimi błotami. Pod Amiens 8 sierpnia 1918 r. alianci dysponowali już niemal 600 czołgami – gdy tymczasem Niemcy w calym 1918 roku zdołali ich wystawić tylko około 90. Ostatecznie to właśnie one pozwoliły przełamać impas na froncie i przerwać rozbudowane linie okopów, nie były jednak na tyle zaawansowane, by spełnić wszystkie pokładane w nich nadzieje.

Jeśli w I wojnie światowej słowem-kluczem w odniesieniu do czołgu był „potencjał”, to 20 lat później stała się nim „potęga”. Przez cały okres międzywojenny wraz z rozwojem cywilnego przemysłu motoryzacyjnego postępowało także udoskonalanie czołgów. Francuski Renault FT stał się rozwiązaniem wzorcowym – załoga z przodu, silnik z tyłu, na górze w pełni obracająca się wieża z karabinem lub armatą – był jednak lżejszy nawet od swego brytyjskiego odpowiednika z tamtej epoki. W czasie II wojny światowej panowała tendencja do projektowania czołgów coraz potężniejszych, cięższych i o większej sile ognia. Rosła też ich maksymalna prędkość. W miarę wprowadzania nowych rozwiązań rozszerzało się zastosowanie czołgów, które stały się bronią zarówno ofensywną, jak i defensywną. Używano ich do ewakuacji i torowania drogi, a na niektórych nawet zamiast armat montowano miotacze ognia. Co ciekawe, choć niemieckie czołgi ustępowały nowatorstwem technicznym pojazdom pancernym konstruowanym przez aliantów, Niemcy stosowali lepszą taktykę walki i często dominowali na polu bitwy.

W ciągu zaledwie 20 lat dokonała się błyskawiczna ewolucja czołgu – od prymitywnego „naziemnego okrętu” po plującą ogniem mocarną bestię, która decydowała o wyniku zmagań na froncie. W latach II wojny światowej czołgi stały się kluczowym taktycznie i operacyjnie rodzajem broni lądowej, później zaś ich znaczenie jeszcze wzrosło.