< Artykuły

Historia "Titanica"

Początek XX wieku to czasy błyskawicznego postępu technicznego w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej. Epoka, w której napędzane silnikami parowce ze stali zastąpiły drewniane żaglowce. Nigdy w historii pasażerowie nie pokonywali Oceanu Atlantyckiego tak szybko jak teraz na pokładzie „Lusitanii”, pływającej pod banderą linii Cunard. Największy rywal Cunarda na trasach transatlantyckich, linie White Star, potrzebowały liniowca, którym przyćmiłyby konkurencję.

Dyrektorem White Star był J. Bruce Ismay. Jego ojciec, Thomas Ismay, kupił firmę na wyprzedaży likwidacyjnej w 1867 roku i przekształcił ją w dochodowy interes. Trzy lata po śmierci ojca w 1899 roku J. Bruce Ismay odsprzedał linie funduszowi spedycyjnemu International Mercantile Marine, należącemu do amerykańskiego bankiera J. Pierponta Morgana, zachowując stanowisko dyrektora zarządzającego. Wierzył, że White Star mogą konkurować z szybszymi statkami Cunarda, jeśli zbudują jednostki bezpieczniejsze od nich i bardziej luksusowe. Miały to być trzy olbrzymie liniowce noszące nazwy „Olympic”, „Titanic” i „Gigantic” (później przemianowany na „Britannic”).

„Titanic” był drugim z trzech statków zamówionych za cenę 7,5 mln dolarów w stoczni Harland and Wolff w Belfaście. Chlubił się kadłubem o podwójnym dnie, który podzielono na 16 przedziałów, dzięki czemu liniowiec mógł się utrzymać na powierzchni nawet w przypadku zalania trzech z nich. Projektanci uważali, że niemożliwe jest jednoczesne uszkodzenie więcej niż dwóch przedziałów, w swoim mniemaniu stworzyli więc statek praktycznie niezatapialny. „Titanic” miał 270 m długości i 28 m szerokości, wysokość jedenastopiętrowego wieżowca i wyporność 46.329 ton. Był największym w historii ruchomym obiektem zbudowanym przez człowieka. Uchodził też za najbardziej luksusowy ze wszystkich transatlantyków, porównywalny z najlepszymi hotelami w Europie.

10 kwietnia 1912 roku „Titanic” wypłynął w obszernie opisywany przez prasę dziewiczy rejs z Southampton do Nowego Jorku. Cztery dni później, pokonując zimne wody północnego Atlantyku, odebrał w sumie siedem ostrzeżeń przed górami lodowymi, ale kapitan nie widział potrzeby, by zwolnić. O 23.40 nagle dostrzeżono przed dziobem górę lodową i ogłoszono alarm. Oficer na mostku instynktownie wydał rozkaz „Cała wstecz!” i obrócił ster, by uniknąć zderzenia. Mimo to statek otarł się prawą burtą o górę, która rozorała ją na długości co najmniej 80 metrów. Późniejsze analizy wykazały, że gdyby „Titanic” uderzył w przeszkodę dziobem, ten uległby zgnieceniu, ale kadłub nie zostałby rozdarty i liniowiec utrzymałby się na powierzchni. Gdyby zaś nie zmniejszono prędkości silników, skręciłby szybciej i do kolizji w ogóle by nie doszło. Stało się jednak inaczej, w rezultacie czego woda zalała aż sześć przedziałów, a tego projektanci nigdy nie brali pod uwagę.