< Artykuły

Siedem powodów, dla których warto oglądać „Biblię”

1) Kiedy w zeszłym roku „Biblię” emitowano po raz pierwszy w USA, pierwszy odcinek zgromadził rekordową widownię wśród abonentów telewizji kablowej. Nieźle jak na debiut nowego cyklu. Na całym świecie program miał dotąd ponad 100 milionów widzów. Cykl zrealizowany na podstawie światowego bestsellera przyciąga zarazem największą publiczność na świecie. Jakby był skazany na sukces.

2) Nie wierz nam na słowo – program zyskał też uznanie krytyków, zdobywając w ubiegłym roku trzy nominacje do nagrody Emmy: za najlepszy miniserial, montaż dźwięku oraz efekty dźwiękowe. Widać więc, że nie tylko sam cykl jest znakomity, ale i należy się spodziewać fenomenalnej ścieżki dźwiękowej.

3) Nie ma lepszego dowodu na sukces serialu niż decyzja o realizacji dalszego ciągu. Już planuje się kontynuację pod roboczym tytułem „Nasza era: Biblia i dalej”, poświęconą temu, co się działo po zdradzeniu Jezusa. Powstała również dwugodzinna adaptacja filmowa – dziesięć godzin serialu skondensowane do zaledwie dwóch. Ale kto chciałby oglądać krótszą wersję?

4) Realizacja „Biblii” pochłonęła 22 mln dolarów i zajęła cztery lata, była więc ogromną inwestycją w kategoriach zarówno finansowych, jak i czasowych. Zadbano również o stronę merytoryczną – konsultantami było 47 teologów, m.in. Rick Warren, pastor ósmego co do wielkości megakościoła w Wielkiej Brytanii, znany z wyrazistych poglądów. Gwarantuje to wierność względem biblijnego oryginału.

5) Producent wykonawczy Mark Burnett zdobył tak wiele nagród, że trudno je wszystkie wymienić. Został m.in. Producentem Roku magazynu „TV Guide” i laureatem 6 nagród Emmy. Na koncie ma także niezwykle udane amerykańskie reality shows, takie jak „The Voice”, „The Apprentice” i „Survivor”. Współpracował z takimi osobami jak Steven Spielberg, Samuel L. Jackson i Oprah Winfrey. Można więc spokojnie powiedzieć, że realizację widowiska oddano w dobre ręce.

6) Biblia kojarzy się często z obrazami uwznioślonych cherubinów albo szeregami zwierząt wchodzących na arkę Noego. Producentom chodziło o pokazanie czegoś innego. Dlatego sporo miejsca poświęcili starotestamentowej sprawiedliwości oraz bardzo realistycznie przedstawionym prześladowaniom ze strony Rzymian. To naprawdę krwawe widowisko, chwilami okrutniejsze nawet niż „Gra o tron”. Tutaj nikt nie jest bezpieczny. Ani kobiety, ani dzieci, nawet noworodki, na które spada gniew najpotworniejszych biblijnych złoczyńców.

7) Można się zastanawiać, jak zdołano w dziesięciu odcinkach pomieścić zawartość tak opasłej księgi jak Biblia. Najkrócej mówiąc: wszystkiego nie pokazano. Autorzy skupili się na najważniejszych wątkach, które układają się w epicką opowieść prowadzącą aż do narodzenia Jezusa, a następnie jego wydania przez Judasza. Być może ujawniamy w ten sposób zakończenie, ale czyż jest ktoś, kto nie zna tej historii?